środa, 2 kwietnia 2008

Mimo chłodu, serca pieśń rozgrzała...

Ciężko wyrazić słowami to, co się czuję w takim dniu... kiedy raz w roku serca ludzi się łączą i nic nie jest udawane.
Ten dzień jest dla mnie szczególny, nie tylko dlatego, że to dzień odejścia Największego z Polaków, ale też dlatego, że 3 lata temu tego dnia połączyła mnie niesamowita więź emocjonalna z czterema wyjątkowymi osobami i za to jestem wdzięczna pewnemu uroczemu dziadkowi Tam Na Górze...
To się zdarza tylko raz w życiu i takich rzeczy nigdy się nie zapomina...

"
W płomykach świec...w cieple rąk...w bólu słów...
On ciągle jest, On nadal trwa, przychodzi znów"

niedziela, 16 marca 2008

Nagle jest we mnie wiele nadziei ... Dźwięki i obrazy, najprostsze uczucie szczęścia... I nic...tylko takie poczucie, że wszystko musi być dobrze. Że nawet jeśli jutro skończyłby się świat, to tego uczucia nic nie zmieni.

"Happiness is the matter of belief."

niedziela, 20 stycznia 2008

Na talerzu... ^^

"You've got to take a good, hard look at what's on your plate right now -- if it feels like too much, that just means it's time to work extra hard at clearing it. Nothing just goes away by itself."

Mam nadzieję, że jedna notka na miesiąc na tym blogu nie stanie się odwieczną tradycją ;) Dziś inspirowana uroczym fragmentem horoskopu ;)

Nigdy nie przykładałam wielkiej wagi do Nowego Roku.
Tym razem też nie było inaczej, bo nie wyrobiłam się z własnym brakiem poczucia obowiązkowości i nie zrobiłam postanowień noworocznych. Absolutnie żadnych.

Może dlatego, że dla mnie 16 stycznia jest ważniejszy – dzień, w którym to właśnie Andziołek, a nie pół populacji tego świata, wkracza sobie w Nowy Rok ^^
Tym razem miało być wyjątkowo. Kończenie 20 roku życiu to w Japonii wkraczanie w dorosłość. Co prawda Polska to nie Japonia, a ja wcale nie czuję się dorosła^^ ale przyznać trzeba, że to dzień, w którym coś powinno się zacząć zmieniać. Dlatego dużo myślałam.

Żyjąc w swoim małym Andziołkowym świecie, prawie nie zauważyłam jak szybko zmieniają się pory roku, jak szybko pewne sprawy przestają być ważne, a inne zyskują na znaczeniu, by miesiąc później nikt o nich nie pamiętał.
Z której strony by na to nie patrzeć, nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że jestem dojrzała emocjonalnie, albo absolutnie niedojrzała.

Chciałam sobie stworzyć idealny świat, zamykając się w swoich marzeniach i wyobrażeniach.
Chciałam, żeby ktoś mi powiedział, że taki świat naprawdę istnieje.
~~~
To zaskakujące, że im bardziej zbliżasz się do ludzi, tym bardziej się od nich oddalasz, albo tym bardziej nie chcesz mieć z nimi nic wspólnego.
~~~
Każdy ma tyle różnych twarzy i osobowości ile jest w stanie sobie wyobrazić. A ja zawsze miałam bogatą wyobraźnię.

A pew
ne sprawy niech pozostaną między wierszami... Niektórych rzeczy po prostu nie powinno się pisać :)

A na podsumowanie roku Sylwestrowe podsumowanie miłości do Japonii ;)



czwartek, 13 grudnia 2007


Wbrew pozorom jeszcze wcale nie zapomniałam, że mam bloga :P Ale jako dziecko bardzo pilne i przykładne skupiłam się na dążeniu ku wieeelkieeemu, cudoowneeemu pędowi ku wiedzy, który mnie niespodziewanie ogarnął. Przynajmniej taka jest wersja oficjalna. Ale cii!

Studia Andziołkowe płyną sobie w rytmach orientalnych. A jak orientalnie to obowiązkowo muszą być goniące trumny. Gdzieś na ulicach Warszawy czai się Japonia, a na obrzeżach jest indyjsko.
Czas już nie płynie wolno i leniwie. Czasem w grupie, czasem samotnie. I chciałoby się wiele rzeczy naraz, ale nic nie wychodzi.
I gdzieś tam jeszcze w pamięci cygańska krew i zalotny uśmiech Mag i Lencikowe ADD;) I dużo radości życia i niepoprawnego optymizmu.
I coraz trudniej nadążyć, bo świat wiruje, wiruje, wiruje... a jak się dziecko obudzi to oczka przeciera ze zdumienia, bo nagle przydreptał grudzień, a nie wiadomo kiedy!

Jedne wspomnienia udało się utrwalić, inne niestety nie ;]

niedziela, 7 października 2007

सिल्ली वाल्क्स

Najdłuższe wakacje w Andziołkowym życiu dobiegły końca। Nie wiadomo kiedy i jak, po prostu perfidnie sobie poszły zostawiając rozleniwione dzieci na pastwę wynalazku zwanego nauką.

Podsumowując ostatnie kilka dni : życie studenckie jest cudowne ;) Należę do szczęśliwców, którzy studiują w najładniejszym miejscu w Wawie. Najbardziej lubię to, jak o nas dbają. Darmowe dodatki dwa razy w ciągu tygodnia do złych rzeczy definitywnie nie należą। Czasem kinder, czasem bardziej bueno ;) Zniżki, husteczki i gumy do żucia też biednym studentom zawsze się przydają ;)

Jest orient, jest deva nagari. Ktoś wbija mi do głowy, że R jest samogłoską, a ja muszę w to wierzyć i nie protestować.

Nowi znajomi integrują się i to jeszcze jak! ;D A starzy, no cóż, paradoksalnie, integrować się nie chcą ;]
Zostałam na razie ADHD। Niefortunnie na skutek nieprzewidywalnych zdarzeń moje ego sobie pocierpi ;]

Tak się kończą imprezy akademickie^^ Białą, długą skarpetką na lewej nodze i kijkiem w ręku;]

Obecnie chodzę tak tylko, że na jednej nodze :D




Chciałabym chodzić tak:



No cóż, zawsze marzyłam o tym, żeby
tam pracować ^^


niedziela, 23 września 2007

"Very few things indeed are really impossible"

Uczę się świata wciąż od nowa. Wierzę w niezywkłość życia, wierzę w uśmiech, wierzę w dźwięki i obrazy.
Wierzę też, że niektóre wspomnienia są dla nas bezcenne, bo chwile raz utracone już nigdy nie wrócą.

W moim umyśle jest most między dwoma światami.
Czasem wolno i leniwie, czasem bardziej spontanicznie. Setki myśli i marzeń.
Czasem zwykła radość życia...
Bo nieważne co się w życiu robi, tak długo, jak długo wkłada się w to własne serce, będzie satysfakcja i radość i szczęście, a nade wszystko będą
Marzenia